„10 wejść” to najszybciej (niecałe 2 minuty) napisany przeze mnie cykl wierszy, który z łatwością może rozrastać się w nieskończoność.
Półtora roku spędzone w milczeniu, poza sceną, ale także w nieufności do poezji – przełamałem to. Prawda: od półtora roku nie opublikowałem niczego w ogólnym obiegu; tak bardzo zajęty pracą, kobietami, miastem, domem, ale nigdy nie zaprzestający praktyki myślenia poetyckiego… – Wszystko wskazuje na to, że w grudniu 2023 zaliczę znów dwie znaczące publikacje.
Zachętą do powrotu były słowa zaprzyjaźnionego poety, który doradził mi odejście od techniki dyktafonu i edytora tekstu – powrót do odręcznego pisania. Więc kiedy chwyciłem mój gruby (0.8 mm) cienkopis i stary, zakupiony niegdyś we Flying Tiger zeszyt (dosłownie chwyciłem, dotknąłem) – znów poczułem radość z materialności zapisu.
Spójna koncepcja „10 wejść” powinna być widoczna w formie, w każdym razie powstała kilka miesięcy temu, lecz zachowała się; i tak wczoraj charakter mojego pisma splotłem z charakterem mojego nastawienia do świata pisząc te utwory błyskawicznie, w zawrotnym tempie człowieka, który wie jak postępować, na moim fotelu, w słoneczny listopadowy poranek, ciesząc się ze zwycięstwa Demokratów w Polsce i raz jeszcze „cały zatopiony w czymś większym niż ja”.












Zostaw odpowiedź