Jakieś praskie podwórze

[Tekst ukazał się na łamach Mojej Przestrzeni Kultury nr. 3, 2019. ISSN 2543-9952]

Jakieś praskie podwórze, do którego nigdy nie wrócę, aż promienieje tym przybladłym, właśnie dlatego prawdziwym, blaskiem opuszczenia, schyłku, życia, które odnajdywać się musi wśród form uważanych w innych dzielnicach za anachroniczne, przezwyciężone, ba, nawet patologiczne. Oto kilkuletnia dziewczynka z pieskiem małym jak mysz pokazuje mi język i nie potrafię odgadnąć, co ona tu robi, dlaczego przemieszcza się w każdy róg podwórza, czego tam szuka, oprócz tego, że właśnie teraz przeżywa swoje dzieciństwo, tu dorasta, tu uczy się życia. Brama otwiera się i wysłużony mercedes parkuje. Wysiada z niego jakiś facet, podniszczony jak kamienica w której mieszka. Ma zdecydowane ruchy i wykazuje życzliwość, gdy spotyka na podwórzu sąsiadkę – bardzo młodą dziewczynę pchającą przed sobą tandemowy wózek z dziećmi, dwa inne dzieciaki śmieją się i rozmawiają z matką, ona traktuje je pobłażliwie i pozwala na wszystko. Czekam tak kilka chwil dłużej. Na podwórze wchodzi dwóch młodych mężczyzn. Jeden z nich rozmawia przez telefon, a nagromadzenie wulgaryzmów w jego mowie kontrastuje z anielską twarzą dziewczynki prowadzonej za rękę przez jego przyjaciela, który nic nie mówi. Podwórze jest zakotwiczone tuż przy zajezdni tramwajowej. Co chwilę nowe składy wyjeżdżają na trasy. Jest zima, ale zimy są dziś ciepłe. Jest luty, ale pogoda jak kiedyś pod koniec marca. Podwórze promieniuje swoim wcale nie smutnym blaskiem. Jest tylko bardzo stare. To przestrzeń nie zmieniana od pół wieku albo i dłużej. Łatwo poddać się nastrojowi tego miejsca, mówię, gdy przychodzi Ania, z którą się umówiłem. Zakłada właśnie klub dla młodzieży w tej praskiej kamienicy. Gdy po pół godzinnej rozmowie zakładam płaszcz i szykuję się do wyjścia, mam ochotę jej powiedzieć, że klub jest niepotrzebny, potrzebne jest, aby to miejsce trwało jak najdłużej w niezmienionej postaci. Bieda, powszechne neurozy, radość życia odnajdywana w drobnych sprawach. Świadomość niedostatku i cierpienia. Tak, pewnie nigdy tam nie wrócę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s