Obszary Przepisane uchodziły za kultowy magazyn poetycki (red. Sylwester Gołąb, Stavenger, Norwegia) i po jego zawieszeniu odczułem utratę, ponieważ Obszary… należały do czołówki pism sieciowych z polską poezją współczesną, a ja miałem tam dwie publikacje dostępne powszechnie.
Sylwester powiedział, że zabrakło funduszy. Tę stratę próbuję teraz wyrównać przez publikację na tym blogu dwóch zestawów, które zmieściły się odpowiednio w numerach 9 i 10 z roku 2020.

Obszary Przepisane 9/2020
Poniedziałek
Oczywiście, że deszcz dzisiaj najważniejszy. Trudno
o rozpoznanie prawdziwych nici łączących zdarzenia,
przy lampie o wczesnej porze, nazbyt szaro, pada.
Odbieram telefon
i po rozmowie czuję się winny. Dzwonię sam
do słonecznego Głogowa i dostaję rozgrzeszenie.
Myślę, że „jednak radość”, ale spowiedniczka
nie jest wszechwiedząca i zostaje tylko prawdopodobieństwo
udanego seksu po jej powrocie jutro. Już nie wiem
w co wierzyć: systemy wymykają się spod kontroli,
żadnego światła z góry, które byłoby dane. Cieszę się
z apetytu kota, którego zwrócę jutro. Być może
„jednak radość”, tylko że jutro?
Wezwania
spróbuj być na bieżąco
z przyrodą
spróbuj zrozumieć feerie terroryzmu
aby je odrzucić
spróbuj odpłacić nadopiekuńczej matce
połową miłości która przygniatała
spróbuj wystąpić już dziś
i się nie zająknąć
spróbuj wyemigrować
gdy nic ciebie do tego nie przymusza
spróbuj zrozumieć emigranta
któremu nakazano nauczyć się twojego języka
spróbuj soku pomidorowego
z piwnicy mojej babci
spróbuj oglądać telewizję
i z braku wniosków uderzyć w założenia
spróbuj przełożyć e-świat
na inspirujący spacer
spróbuj pierwszy przerwać ciszę
nie wyrzucając sobie nietowarzyskości
spróbuj z tą kurwą z Hożej
i kłóć się o należne
spróbuj zostawić toaletę
w stanie w jakim ją zastałeś
spróbuj zliczyć wszystkie autobusy w nocy
na parkingu PKS w Puławach
spróbuj rozebrać Justynę Steczkowską
mailem podyktowanym w najśmielszym śnie
spróbuj być fair względem swojego pracodawcy
który powołuje się na permanentny kryzys
spróbuj dokończyć tę porcję frytek
mimo iż keczup się skończył
spróbuj wyrzucić z pamięci Joannę
która ci tego zabrania
spróbuj jak dobra jest noc
przyświecająca twoim nowym zamierzeniom
Czerwiec 2020
Przyszło lato, gdy nigdy jeszcze pobudki
nie były tak późne, dni tak jasne, stracone,
przepite, strącone w samą otchłań szczęścia,
zielone jak rośliny w domu, w parku, wszędzie
widziałem dla siebie miejsce, długie dni
czerwca z ciepłym pozdrowieniem słońca,
znajdujące konkluzje w krótkich wierszach
pisanych nocą – a noce pełne pracy
zarobkowej, sztuki przetrwania, utrzymywania się
przy życiu z pisania, nie tylko dla maszyn odczytu,
drogi internauto.
Zbigniew Pęsk
Zawsze gdy ktoś umiera w bloku, na tablicy, na parterze,
wiesza się nekrolog. Wracając wieczorem do domu
odczytałem imię i nazwisko: Zbigniew Pęsk.
Mam dobre relacje z sąsiadami i rozpoznaję ich
twarze, rozmawiamy, ale żaden ze starszych panów
z mojej klatki nigdy nie zdradził nazwiska w żywej rozmowie.
Obszary Przepisane 10/2020

Głos
Kilka zdań wypowiedzianych
do dyktafonu parę lat temu.
Słyszę mój głos: ostrożny, klarowny.
Rozpoznaję namysł poprzedzający słowa.
Zwracam się do siebie rozpoznając siebie.
To mój głos, to moje słowa, moja mowa
znajdująca powszechną ważność
w argumentacji, którą posługuję się dotąd.
Przysłuchuję się uważnie, ponieważ wiatr
również zapisał się szumem. Jeżeli wtedy byłem
tak bardzo, że zdecydowałem się na zapis i teraz
sobie dorównuję – gdyż zdania z dyktafonu pozostają
zrozumiałe, nawet jeśli potraktuję je jako głos anonimowy –
to moje istnienie w tej chwili nie potrzebuje innego dowodu
swojego trwania – byłem, jestem tak samo silnie,
nie wiem czy będę, ale nadal stawiam znaki
przechowujące tę ciągłość w powietrzu, już na papierze.
Wstęp do znanej tragedii
Właśnie wtedy to powiedziałem. Noc wybudziła mnie
w bólu, pierwsze przymrozki października
przesiąkały przez fioletowe okno, ktoś namawiał
do boga, odesłałem go do diabła i poczułem
Jego bliskość. To był półmetek życia, nie skończyło się
jeszcze wczorajsze spotkanie z dziadkiem,
choć po tym jak podał mi obiad, powiedział:
ja już zamykam drzwi, nadal myślałem o chorobie siostry,
operacji babci, dzień z wolna zaczął zaszczepiać
swoją znajomą bzdurę, niewielkie stado kruków
próbowało się z wiatrem, dziecko prowadzone za rękę
do przedszkola wskazało palcem coś ponad sobą.
Myślałem o tym, że nikogo nie znam,
że nikt mnie nie poznał, a gdy kobiety dobijały
do mojej granicy – odchodziły, musiałem znieść myśl
i odrzucić myśl o ciąży Lidii, naprawdę nie byłem pewien,
patrzyłem i porównywałem kroki pierwszych ludzi za oknem.
Przestała przeszkadzać powtarzalność światła,
nie mogłem już dłużej darzyć ciała tak wielkim szacunkiem
jak kiedyś, forma jaką przybrały chmury wymagała chwili
oddechu, zrozumiałem że pisanie to refleksja
o pisaniu – tutaj żadnej utraty, budziłem się tak, ból
ustępował, prostowałem dłoń, przygotowania te nie różniły się
od właściwej części dnia, chciałem siebie usunąć
za to, że wszystko kończy się na mnie, ale był to też powód
pozostania, choćby bez decyzji, ten wewnętrzny porządek,
wreszcie się z tym zderzyłem, okazał się nieprzekładalny,
stałem tak w zimnym pokoju i właśnie wtedy
nawet nie powiedziałem, powtórzyłem tylko to, co mówiłem kiedyś,
bardzo dawno temu, w innym mieście, to nawet jest zapisane
w pewnej znanej książce jako jedno z pierwszych zdań, powiedziałem
bez wyraźnej pewności, niedosłyszalnie, wprost przed siebie,
jednak musiałem to powiedzieć, te zbanalizowane słowa,
właściwie cytat z siebie samego, powiedziałem wreszcie:
– To jest dobre.
Mieszkać
W lustrach, w przeciągach, od tygodnia w tym samym
polo, ale z butelkami o różnych etykietach żyję
w mieszkaniu, w pokoju, w ciszy, olbrzymim skupieniu.
Życie bez blasku posiada jednak własne atrakcje.
Zbliżanie się do własnego centrum z oprzyrządowaniem
dokumentującym wszystko w obrazach – przywilej
cichego życia na przedmieściach, gdzie sklepikarki
w małych sklepikach dają na krechę i umawiają się
po godzinach na wódkę, a dzieciaki pół na pół
noszą odzież patriotyczną i tęczowe torby i
sklep monopolowy jest otwarty zawsze, bez wyjątku,
z gwarancją jak stal. Przedmieścia z zakratowanymi
oknami w parterowych mieszkaniach osiedla. Przedmieścia
sklepów mięsnych i biedronek. Przedmieścia tanich
lumpeksów i rozległych parkingów, które po zmroku
wyglądają jak wyspy oświetlone pomarańczowym światłem.
Nawet grupowe lizanie lodów w punkcie tuż pod
moim oknem jest dostępne, jeżeli tylko zechciałbym
udać się na krótki spacer. Tymczasem piszę i czytam
książki, buduję filozofię, badam własną twarz, usiłuję
wspiąć się na moją wyżynę ze szklanką whiskey w ręku,
nie schodząc z fotela, cały zatopiony w czymś większym niż ja.
Starsza część osiedla
Starsza część osiedla włącza światło później.
Ta nowo wybudowana wraz z pierwszymi
oznakami zmierzchu.
To także moja godzina
i kiedy oświetliłem kuchnię
mała czerwona lampka
dzieci na ulicy
za otwartym oknem
zaczęły krzyczeć:
Światło! Światło! Światło!
Miasto i miłość
Dźwiękoszczelne ekrany na obrzeżach miasta
chronią łąki i chaszcze przed nadmiernym hałasem.
Stara dzielnica fabryczna jest zupełnie wygaszona.
Coraz częściej mieszkamy okno w okno.
Kto posadził różowe róże na przystankach
z najmniejszym współczynnikiem transferu?
Powalone przez burzę na koszykarskie boisko
szkoły drzewo nie wyglądało na jedynie do usunięcia.
Szczególny rodzaj spojrzenia: zza szyby samochodu.
Pusty billboard jest najlepszy.
Wielki format perspektywy z każdego mostu.
Miejsca życia, miejsca przetrwania, miejsca
określone celem planu, nieprzypadkowe,
bo wpierw na kreślnicy architekta i z uwzględnieniem
środków oraz ruch wytwarzający znaczenia
tych miejsc. Miasto i miłość, idę w tym za kimś.
Post Scriptum: RIP Obszary Przepisane
Z Sylwestrem Gołębiem, założycielem i redaktorem Obszarów Przepisanych, a także znakomitym poetą emigracyjnym, poznał mnie sam Grzegorz Wróblewski. Współpraca przebiegała doskonale. Każda publikacja w tym piśmie była dla mnie wydarzeniem, powodem do świętowania. Obszary… przez lata działalności zyskały wysokie miejsce i uznanie wśród krytyków jako magazyn z poezją ambitną, w którym publikowali najlepsi polscy poeci. – Powód przerwania działalności – tak twierdzi Gołąb – był niezwykle prozaiczny: brak funduszy i obłożenie robotą.
Pragnę, aby powyższy skromny wpis na blogu przypomniał wszystkim niegdysiejszą świetność Obszarów Przepisanych.
Maciej Skomorowski


Zostaw odpowiedź